Sędziowie: Michał Trypuć, Krystian Michalski, Marta Jaroszewska (funkcyjny). Statystyk: Michał Iwasieczko.
Mega
46
Maximo
49
Wynik
1
2
3
4
K
Mega
8
6
21
11
46
Maximo
10
13
6
20
49
Relacja z meczu
Zbawienne trójki Pawlaka
To miał być rewanż za czerwcowy finał rozgrywek SLAK. I był... Mimo że skuteczność w tym meczu momentami przypominała czwartkowe starcie juniorów Spójni (po 5 minutach gry było dopiero 2:2), to jednak Maximo postanowiło wziąć sprawy w swoje ręce. Prowadziło już 10:4, a w trakcie drugiej kwarty aż 17:8. Wtedy dwa celne osobiste oddał Andrzej Karaś z Megi, a przeciwnicy odpowiedzieli trójką Jakuba Kisielewskiego. Czas wzięty przez Megę przyniósł efekt, bowiem chwilę potem drużyna odrobiła 4 oczka. Prawdziwa gonitwa miała miejsce tak naprawdę w trzeciej kwarcie. Zaczął za trzy punkty Karaś, potem z linii 6,75 m nie pomylił się Przemysław Mardosiewicz, nie chybili też ich boiskowi partnerzy. W 27. minucie Mega wyszła na prowadzenie 29:27, a tę część zakończyła ostatecznie z 6 oczkami przewagi (35:29). Ostatnią kwartę udanie rozpoczął Jakub Dyba, trafiając jakże ważny, choć jedyny na siedem prób, rzut za 3 punkty. Chwilę potem było już 40:29 dla Megi. Wydawało się, że jest po meczu, ale nic bardziej mylnego. Maximo powstało z kolan, a do walki poderwał kolegów Maciej Pawlak, trafiając dwie z rzędu trójki i doprowadzając do remisu 44:44. Takiej okazji i prezentu od losu gracze Maximo nie mogli nie wykorzystać. Do kosza trafił jeszcze Wiesław Dubij, a po drugiej stronie Tomasz Góra, ale w końcówce celne trafienia Radosława Łoja i jeden wykorzystany osobisty Krzysztofa Kuczyńskiego pozwoliły Maximo zwyciężyć 49:46 i zrehabilitować się za porażkę w czerwcu tego roku.
Relacja z meczu
Zbawienne trójki Pawlaka
To miał być rewanż za czerwcowy finał rozgrywek SLAK. I był... Mimo że skuteczność w tym meczu momentami przypominała czwartkowe starcie juniorów Spójni (po 5 minutach gry było dopiero 2:2), to jednak Maximo postanowiło wziąć sprawy w swoje ręce. Prowadziło już 10:4, a w trakcie drugiej kwarty aż 17:8. Wtedy dwa celne osobiste oddał Andrzej Karaś z Megi, a przeciwnicy odpowiedzieli trójką Jakuba Kisielewskiego. Czas wzięty przez Megę przyniósł efekt, bowiem chwilę potem drużyna odrobiła 4 oczka. Prawdziwa gonitwa miała miejsce tak naprawdę w trzeciej kwarcie. Zaczął za trzy punkty Karaś, potem z linii 6,75 m nie pomylił się Przemysław Mardosiewicz, nie chybili też ich boiskowi partnerzy. W 27. minucie Mega wyszła na prowadzenie 29:27, a tę część zakończyła ostatecznie z 6 oczkami przewagi (35:29). Ostatnią kwartę udanie rozpoczął Jakub Dyba, trafiając jakże ważny, choć jedyny na siedem prób, rzut za 3 punkty. Chwilę potem było już 40:29 dla Megi. Wydawało się, że jest po meczu, ale nic bardziej mylnego. Maximo powstało z kolan, a do walki poderwał kolegów Maciej Pawlak, trafiając dwie z rzędu trójki i doprowadzając do remisu 44:44. Takiej okazji i prezentu od losu gracze Maximo nie mogli nie wykorzystać. Do kosza trafił jeszcze Wiesław Dubij, a po drugiej stronie Tomasz Góra, ale w końcówce celne trafienia Radosława Łoja i jeden wykorzystany osobisty Krzysztofa Kuczyńskiego pozwoliły Maximo zwyciężyć 49:46 i zrehabilitować się za porażkę w czerwcu tego roku.