Pierwsza kwarta była najbardziej wyrównaną z całego meczu. Co prawda Maximo prowadziło już 7:0 po punktach Tomasza Góry, ale młodzi koszykarze z drużyny Wiesława Dubija nie rezygnowali z dalszej walki. Ich kluczem do sukcesu w tej części były celne rzuty za trzy punkty. W sumie juniorzy oddali sześć takich rzutów, z których połowę zaliczył Piotr Poziemski. Na 4,5 minuty przed końcem pierwszej kwarty było 9:9, trzy minuty później 15:15, ale ostatecznie to Maximo zwyciężyło trzema oczkami. Drugą kwartę obie drużyny rozpoczęły niemrawo. Pierwsze punkty zdobyte zostały, po rzucie Marka Stolarskiego, dopiero po 4 minutach gry! Ale to był dopiero początek bolesnego nokautu w wykonaniu kandydatów do mistrzostwa. Maximo wygrało ostatecznie drugą kwartę aż 21:0, a po zmianie stron prowadziło już 6:0. Czarną serię przerwał dopiero Sebastian Imaszewski, rzucając pierwsze dla drużyny punkty spod kosza. Dodajmy, że zawodnicy Spójni I oddali w całym meczu 8 celnych rzutów za dwa punkty, czyli tyle, ile mieli skutecznych prób zza linii 6,75 m. Mimo że w trzeciej i czwartej kwarcie częściej szukali swoich szans w akcjach podkoszowych, nie byli w stanie przeciwstawić się rozpędzonym graczom Maximo. Spotkanie zakończyło się po niespełna godzinie 44-punktowym zwycięstwem faworytów.
Relacja z meczu
"Trójki" groźne tylko na początku
Pierwsza kwarta była najbardziej wyrównaną z całego meczu. Co prawda Maximo prowadziło już 7:0 po punktach Tomasza Góry, ale młodzi koszykarze z drużyny Wiesława Dubija nie rezygnowali z dalszej walki. Ich kluczem do sukcesu w tej części były celne rzuty za trzy punkty. W sumie juniorzy oddali sześć takich rzutów, z których połowę zaliczył Piotr Poziemski. Na 4,5 minuty przed końcem pierwszej kwarty było 9:9, trzy minuty później 15:15, ale ostatecznie to Maximo zwyciężyło trzema oczkami. Drugą kwartę obie drużyny rozpoczęły niemrawo. Pierwsze punkty zdobyte zostały, po rzucie Marka Stolarskiego, dopiero po 4 minutach gry! Ale to był dopiero początek bolesnego nokautu w wykonaniu kandydatów do mistrzostwa. Maximo wygrało ostatecznie drugą kwartę aż 21:0, a po zmianie stron prowadziło już 6:0. Czarną serię przerwał dopiero Sebastian Imaszewski, rzucając pierwsze dla drużyny punkty spod kosza. Dodajmy, że zawodnicy Spójni I oddali w całym meczu 8 celnych rzutów za dwa punkty, czyli tyle, ile mieli skutecznych prób zza linii 6,75 m. Mimo że w trzeciej i czwartej kwarcie częściej szukali swoich szans w akcjach podkoszowych, nie byli w stanie przeciwstawić się rozpędzonym graczom Maximo. Spotkanie zakończyło się po niespełna godzinie 44-punktowym zwycięstwem faworytów.