Sędziowie: Michał Koniecki, Tomasz Domagała, Kinga Trypuć (funkcyjny). Statystyk: Sebastian Purwiniecki.
Frassati
68
Metalik Petarda
71
Wynik
1
2
3
4
K
Frassati
8
14
22
24
68
Petarda
19
23
18
11
71
Relacja z meczu
I znów mielibyśmy dogrywkę…
Podobnie jak w pierwszym meczu, znów mieliśmy prawdziwą dramaturgię. Petarda przez prawie 40 minut prowadziła z Frassati – w pewnym momencie nawet 24 punktami – ale zawaliła końcówkę. O mały włos, a po raz drugi w tym sezonie mielibyśmy dogrywkę.
To spotkanie kończyło 13. kolejkę zmagań. „Czerwoni” objęli prowadzenie po celnym trafieniu Wiktora Grudzińskiego, ale chwilę potem na 3:2 wyprowadził rywali Michał Żyłczyński. Było to pierwsze i zarazem ostatnie prowadzenie Frassati w tym meczu. Od tego momentu, przez kilka minut, punktowali tylko gracze Petardy. Zdobycze Grzegorza Terlikowskiego i Martina Kazimierczaka dały drużynie prowadzenie 14:3. Frassati chwilę potem się przebudziło, ale pierwszą kwartę mimo wszystko przegrało 11 punktami.
Drugą kwartę od mocnego uderzenia rozpoczęli Arkadiusz Matynia i Terlikowski, którzy celnymi trójkami podwyższyli na 25:8. Zapowiadał się prawdziwy pogrom. Co prawda trzema celnymi rzutami z linii 6,75 m tradycyjnie postraszył Michał Iwasieczko, ale to i tak Petarda prowadziła do przerwy różnicą 20 oczek.
Po zmianie stron dwukrotnie na tablicy oglądaliśmy najwyższe w tym meczu, 24-punktowe prowadzenie ekipy Tomasza Wiśniewskiego (52:28 i 54:30). Ale Frassati, można rzecz w swoim stylu, krok po kroku odrabiało straty. W czwartej kwarcie skuteczny w osobistych był Michał Trypuć, ważną trójkę zdobył też Marcin Siek. Różnica stopniała do 4 oczek, by po chwili Petarda znów prowadziła 7 punktami. Wtedy kolejne dwa celne osobiste i rzut za dwa oddał młodszy z braci Trypuć i było już tylko 71:68. W końcówce, kiedy Frassati miało 6 sekund, trójki nie trafił Siek.
Relacja z meczu
I znów mielibyśmy dogrywkę…
Podobnie jak w pierwszym meczu, znów mieliśmy prawdziwą dramaturgię. Petarda przez prawie 40 minut prowadziła z Frassati – w pewnym momencie nawet 24 punktami – ale zawaliła końcówkę. O mały włos, a po raz drugi w tym sezonie mielibyśmy dogrywkę.
To spotkanie kończyło 13. kolejkę zmagań. „Czerwoni” objęli prowadzenie po celnym trafieniu Wiktora Grudzińskiego, ale chwilę potem na 3:2 wyprowadził rywali Michał Żyłczyński. Było to pierwsze i zarazem ostatnie prowadzenie Frassati w tym meczu. Od tego momentu, przez kilka minut, punktowali tylko gracze Petardy. Zdobycze Grzegorza Terlikowskiego i Martina Kazimierczaka dały drużynie prowadzenie 14:3. Frassati chwilę potem się przebudziło, ale pierwszą kwartę mimo wszystko przegrało 11 punktami.
Drugą kwartę od mocnego uderzenia rozpoczęli Arkadiusz Matynia i Terlikowski, którzy celnymi trójkami podwyższyli na 25:8. Zapowiadał się prawdziwy pogrom. Co prawda trzema celnymi rzutami z linii 6,75 m tradycyjnie postraszył Michał Iwasieczko, ale to i tak Petarda prowadziła do przerwy różnicą 20 oczek.
Po zmianie stron dwukrotnie na tablicy oglądaliśmy najwyższe w tym meczu, 24-punktowe prowadzenie ekipy Tomasza Wiśniewskiego (52:28 i 54:30). Ale Frassati, można rzecz w swoim stylu, krok po kroku odrabiało straty. W czwartej kwarcie skuteczny w osobistych był Michał Trypuć, ważną trójkę zdobył też Marcin Siek. Różnica stopniała do 4 oczek, by po chwili Petarda znów prowadziła 7 punktami. Wtedy kolejne dwa celne osobiste i rzut za dwa oddał młodszy z braci Trypuć i było już tylko 71:68. W końcówce, kiedy Frassati miało 6 sekund, trójki nie trafił Siek.