Miejsce na Twoją reklamę
Metalik meczem z Help Foodem zainaugurował zmagania w nowym sezonie. Zgodnie z powiedzeniem, że pierwsze śliwki robaczywki, gra i skuteczność zawodników tej drużyny nie była wysokich lotów. Podobnie było w przypadku rywali. Jedno warto jednak podkreślić: może poziom nie zachwycił, ale walka była niezwykle wyrównana. Na początku minimalną przewagę uzyskał Metalik, jednak po niespełna 5 minutach to Help Food prowadził 12:4. Wówczas zaczęła się seria niewykorzystanych rzutów z obu stron. Dopiero w ostatniej minucie mieliśmy kolejne dwa punkty Piotra Lisowskiego, po których celną trójką odpowiedział Grzegorz Terlikowski. Na tym zryw Metalika się nie skończył. Na początku drugiej kwarty 5 punktów zdobyli Martin Kazimierczak i Tomasz Szymczak i zrobiło się 14:12. Przeszkodzić próbował Piotr Lisowski, który podwyższył na 16:12 dla Help Food, ale to nie rozochociło zdeterminowanych graczy Metalika. Zdobyli oni 8 punktów z rzędu i objęli prowadzenie 20:16. Co więcej, w trzeciej kwarcie prowadzili już 27:17 i wydawało się, że są nie do zatrzymania. Ale nic bardziej mylnego. Gracze HF powstali z kolan i zdobywając 12 kolejnych punktów, tym razem to oni objęli prowadzenie. Chwilę potem było już 32:29 dla Help Food. I znów udaną serię zanotowali gracze Metalika. Wyszli na 37:32 i nie dali już sobie wydrzeć zwycięstwa. Dwa punkty zdobył jeszcze Piotr Lisowski, ale chwilę potem ani jemu, ani Grzegorzowi Sienkiewiczowi nie udało się doprowadzić do dogrywki. Obaj pudłowali w rzutach za trzy. Z 9 graczy Help Food, na listę strzelców wpisało się w tym spotkaniu raptem czterech. Man of the match był jednak Terlikowski z Metalika, zdobywca 19 punktów. Debiutujący w barwach tej drużyny Wiktor Grudziński oddał po jednym niecelnym rzucie za 2 i 3 punkty, trafił 2 z 4 osobistych, ale zebrał w sumie 9 piłek. W drugim, rozegranym wcześniej meczu Spójnia I przegrała z Maximo 29:59. Pierwsza kwarta to spektakl tak naprawdę dwóch aktorów. W Maximo punktował przede wszystkim Igor Ilasz, który zdobył 12 kolejnych punktów. W zespole Wiesława Dubija dwie trójki zaliczył Piotr Poziemski, ale potem ciężar zdobywania punktów wziął na siebie Michał Suleja. Głównie dzięki niemu udało się wyjść ze stanu 8:19 na 22:24. Na początku trzeciej kwarty na tablicy widniał nawet remis. Ale wtedy wicemistrzowie z poprzedniego sezonu wzięli się w garść i zdobyli 15 punktów z rzędu. Przy kolejnych siedmiu juniorzy „przeszkadzali” jedynie pojedynczymi osobistymi. Przed ostatnią kwartą było 46:26 dla Maximo. Przez ponad dwie minuty tej części żadnej ze stron nie udało się zapunktować. Czarną serię przerwał dopiero Maciej Pawlak, po którym pałeczkę przejęli Grzegorz Kuczer i Maciej Stolarski. Kiedy w ostatnich sekundach było już 59:28 dla Maximo, Suleja ze Spójni wykorzystał raptem jeden z trzech zasądzonych osobistych. Należy podkreślić, że pod względem skuteczności obie drużyny nie błysnęły. Juniorzy Spójni trafili 11 z 49 rzutów z gry, za to Maximo miało niechlubną statystykę rzutów za trzy (3 celne na 24 oddane). Ten, który w pierwszej kwarcie trafił dwie trójki, czyli Igor Ilasz, w dalszej części meczu chybił aż sześciokrotnie. Na słowa pochwały zasługuje za to statystyka zbiórek. Gracze Maximo zebrali aż 53 piłki, w tym 35 w obronie.
Miejsce na Twoją reklamę