Miejsce na Twoją reklamę
Najważniejsza i dość zaskakująca wiadomość pierwszego dnia play-offów jest taka, że w parze Help Food – Mega jest 1:0. Drużyna Pawła Kotrysa zagrała bez Michała Sucholasa, który w sezonie zasadniczym wystąpił tylko w 2 meczach (regulamin zakłada grę w minimum 3 spotkaniach). Mimo to przez całe spotkania prowadziła z wyżej notowanym po pierwszej części sezonu przeciwnikiem. A zdobywanie punktów rozpoczął celną trójką Bartosz Krawczak, który nomen omen był najskuteczniejszy na parkiecie. Zdobył 23 punkty, w tym aż 10 z osobistych. Po pierwszej kwarcie Help Food prowadził 15:8, a w 14. minucie 23:10. Dopiero trójka Oresta Burego (pierwsza Megi w tym meczu) rozpaliła w szeregach jego zespołu iskierkę nadziei. Ale ekipa Kotrysa grała w tym meczu jak natchniona i do przerwy utrzymywała około 10-punktową przewagę. Dopiero w trzeciej kwarcie Mega zaczęła odrabiać straty i po 7 z rzędu punktach Marcina Mikołajczyka, przewaga HF stopniała do 3 oczek (28:25). Chłopaków z Megi na duchu podtrzymywał jeszcze Przemysław Mardosiewicz, który zdobywał punkty w ważnych momentach. Ale Mega wciąż nie zdołała wyjść na prowadzenie. W 33. minucie ponownie traciła do rywali tylko 3 oczka (34:37), jednak końcówka – zresztą jak całe spotkanie – należała już do Help Foodu. Drugi mecz przebiegł praktycznie bez historii. Frassati, tak jak Help Food, przez całe spotkanie prowadziło ze Spójnią I. Po 10 minutach było 21:9, potem – po 4 oczkach Michała Trypucia – 25:9. Gracze Wiesława Dubija najlepsze momenty mieli na początku trzeciej kwarty, kiedy zdobyli 8 punktów z rzędu i ze stanu 15:36 doprowadzili do 23:36. Ale Frassati, jak przystało na wielokrotnego mistrza ligi, nie mogło przestraszyć się nagłej metamorfozy rywali i zaczęło uciekać młodszym kolegom. W pewnym momencie przewaga „białych” wynosiła nawet 28 punktów. Ostatecznie mecz zakończył się wygraną Frassati 72:48, a na parkiecie królował Michał Iwasieczko (22 pkt.).Trzecie spotkanie, co najbardziej zaskakujące, przyniosło chyba najwięcej emocji. Juniorzy Spójni z rocznika 1998 pokazali ambicję i prawdziwego ducha walki. Co prawda Metalik prowadził 5:0 po trójce Tomasza Szymczaka i dwóch celnych osobistych Grzegorza Terlikowskiego, ale na tym zdobywanie punktów przez reprezentantów tej drużyny się skończyło. Do końca pierwszej kwarty to juniorzy rozdawali karty. Wyszli na 10:5, a 6 oczek zdobył Dawid Małkowski. Młodzi adepci basketu utrzymywali prowadzenie do 17. minuty. Wtedy, po celnej trójce Szymona Lewandowskiego, Petarda wyszła na 21:20. Chwilę potem było już 25:20. Ale to nie oznacza, że juniorzy całkowicie się poddali. Cały czas dotrzymywali kroku dużo starszym przeciwnikom, o czym świadczyły wyniki na tablicy (30:29, 34:33). Dopiero trójki Marcina Blumowskiego i Terlikowskiego w końcowych fragmentach trzeciej kwarty wprowadziły trochę spokoju w zespole Metalika. W połowie ostatniej części przewaga tej drużyny wynosiła już nawet 16 oczek (55:39), ale podopieczni Kurkiańca – chcąc pozostawić mimo wszystko dobre wrażenie – nie przestawali punktować. Ostatecznie przegrali 10 punktami (50:60) i na pewno z równie dużym zaangażowaniem zagrają w drugim meczu.Rewanżowe spotkania odbędą się w najbliższą niedzielę (17 maja). W tych już zakończonych największe zdobycze w klasyfikacji evaluation uzyskali: Michał Iwasieczko (23), Grzegorz Terlikowski (22) i Maciej Rąbek (19). 
Miejsce na Twoją reklamę