Miejsce na Twoją reklamę

Frassati samo zgotowało sobie duże kłopoty. O ile w pierwszej kwarcie trwała walka oko za oko, to w drugiej – przy stanie 19:14 dla Megi – Frassati zaczęło swój festiwal. Najpierw zdobyło 11 punktów z rzędu, z czego 9 było autorstwa Michała Żyłczyńskiego, a następnie kontrolowało przebieg meczu. W trakcie trzeciej kwarty przewaga Michała Trypucia i spółki wzrosła do 12 oczek. Ale Mega, krok po kroku, odrabiała straty. I dopięła swego w połowie czwartej części. Co więcej, przy stanie 46:46, dwa osobiste trafił Wiesław Dubij, a po kolejnych dwóch oczkach Macieja Rąbka było 50:46 dla Megi. Zwycięstwo było więc bliżej graczy tej drużyny, ale do ostatnich sekund nie było wiadomo, kto ostatecznie wygra. Na półtorej minuty przed ostatnią syreną Mega wciąż prowadziła (53:50), ale Frassati wyrównało za sprawą Rafała Kurpika i Marcina Szczepaniaka. W następnej akcji faulował Rąbek i wówczas jeden z dwóch rzutów wykorzystał Michał Iwasieczko. Szansę na odwrócenie wyniku miał jeszcze Marcin Mikołajczyk z Megi, ale spudłował. Do końca spotkania nie dograli Michał Trypuć i Orest Bury.

W innym, poniedziałkowym meczu drużyna Metalika Petardy zrewanżowała się Maximo za porażkę z pierwszej rundy i wygrała różnicą 10 punktów. A dodajmy, że w trzeciej kwarcie ekipa Tomasza Wiśniewskiego, po celnym trafieniu Krystiana Onopiuka za dwa, prowadziła już nawet 18 punktami (43:25). I wtedy Maximo miało najlepszy okres gry w tym spotkaniu. Maciej Pawlak, na spółkę z Krzysztofem Kuczyńskim, rzucili na przełomie trzeciej i czwartej kwarty 11 punktów z rzędu. Przewaga stopniała do 7 punktów, a na 3 minuty przed końcem nawet do sześciu (51:45 dla Petardy). Mimo gonitwy, Maximo nie udało się doścignąć rywali, którzy tym razem wykorzystali ponad połowę wszystkich rzutów za dwa. W końcówce, na domiar złego, za pięć fauli „spadł” Andrzej Kuleszewicz.

Miejsce na Twoją reklamę